29 paź 2016

FOOUPLE #3 - Dwie wersje zapiekanki

Hej! Dzisiaj post z serii Foouple, ponieważ dawno takiego na blogu nie było. Tym razem nie będzie to nic super odkrywczego, ani mało znanego. Chodzi mi oczywiście o zapiekanki - już nie zapiekanki makaronowe, ale zwykłe, robione na bagietce.

Jak widać na zdjęciu, nasze zapiekanki różnią się w zasadzie tylko 1 składnikiem (salami), dlatego są to dwie wersje zapiekanki - jedna wegetariańska, druga z jakimś mięsem, szynką lub właśnie salami. Łatwo się domyślić, że wegetariańska jest moja, ponieważ nie przepadam za mięsem. 

Składniki: bagietka pełnoziarnista, sos zrobiony z koncentratu pomidorowego i przypraw, pieczarki, kukurydza, kolorowe papryki, no i w wersji mięsnej również salami. Bagietkę przecięliśmy na pół, potem na każdej z części rozsmarowaliśmy sos, następnie położyliśmy pokrojone i podsmażone na patelni z przyprawami pieczarki, w następnej kolejności dodaliśmy kukurydzę z puszki i pokrojone różnokolorowe papryki. 


Później na to wszystko położyliśmy ser żółty. Jestem większą zwolenniczką mozzarelli, no ale wtedy jej nie mieliśmy.



Następnie posypaliśmy to jeszcze naszymi ulubionymi przyprawami - słodką i ostrą papryką, oregano i bazylią.


A tak oto prezentowały się nasze zapiekanki po wyjęciu z piekarnika. Oczywiście można je jeszcze polać ketchupem. 




Były przepyszne, mimo tego, że pokrojone papryki troszkę nam spadały z bagietki. Mimo wszystko, polecam Wam zrobienie tego prostego dania. Możecie dodać do nich co tylko chcecie - wszystko zależy od waszego gustu i smaku. Buziaki :*


24 paź 2016

NERVE - moje porównanie książki i filmu

Hej :) Dzisiaj będzie dość nietypowy post, ponieważ będzie on dotyczył książki (i filmu). Książki, która niedawno została zekranizowana i pojawiła się w kinach. Chodzi oczywiście o NERVE


Książka ma 295 stron, wydało ją Wydawnictwo Dolnośląskie, a jej autorką jest Jeanne Ryan. Kupiłam ją w Empiku za 35 zł. Oczywiście od razu zaczęłam czytać. Bardzo dobrze mi się ją czytało i dlatego szybko ją pochłonęłam. Nie będę Wam tutaj zdradzać fabuły ani książki, ani filmu, ponieważ nie o to mi chodzi. Wolę raczej Wam pokazać jakie ja znalazłam różnicę między filmem a książką i wyrazić swoje zdanie na ten temat. Po przeczytaniu książki postanowiłam pójść do kina właśnie na film NERVE. Książka bardzo mi się spodobała, dlatego byłam pełna nadziei, że film będzie jeszcze lepszy. Trwał on 97 minut (oczywiście bez liczenia wcześniejszej pół godziny reklam). 


Moja opinia:
Miałam wrażenie, że w filmie to wszystko dzieje się za szybko. Rozumiem, że producenci chcieli uniknąć nudy na ekranie, ale jak dla mnie to wszystko działo się po prostu za szybko. Rozczarował mnie fakt, że w filmie zostało bardzo dużo pozmieniane. Chyba jedyne, co zgadzało się w 100% z książką, to imiona bohaterów. Dobrze, że pozostawili chociaż główny problem i idee książki. Natomiast cała reszta to, jak dla mnie, istna interpretacja książki, a nie jej sfilmowanie. Dlatego czuję niedosyt, bo z chęcią zobaczyłabym to wszystko, co działo się w książce, normalnie na ekranie. Nie mniej - film nie był zły. Mogę go polecić wszystkim, którzy nie czytali książki. Natomiast Ci, którzy przeczytali, pewnie będą mieli podobne odczucia do moich. Ale to tylko moje zdanie. Dodam, że film podchodzi pod gatunek dreszczowca/thrillera. Na uwagę zasługuje jeszcze muzyka wykorzystana w filmie - jest świetna! Świetnie dobrana, bardzo klimatyczna. Za to plusik ode mnie.


Wracając jeszcze do książki - sądzę, że jest świetna i porusza bardzo istotny problem, który staję się w naszym społeczeństwie (niestety) coraz bardziej popularny. Jest skierowana głównie do młodzieży z gimnazjum, liceum, którzy jeszcze nie potrafią odnaleźć się tak dobrze w tym całym internetowym szaleństwie. Można ją odebrać na wiele sposobów, ale główny problem zawsze pozostanie ten sam. Jak dla mnie - książka XXI wieku. Z czystym sumieniem mogę ją polecić! 


Może nie jest to typowa recenzja książki czy filmu, ale chciałam się z Wami podzielić moimi odczuciami.  Mam nadzieje, że mi to wybaczycie.


Tutaj jeszcze macie trailer:


A Wy już ją czytaliście? A może oglądaliście film? Podzielcie się ze mną swoimi odczuciami. Buziaki :*

18 paź 2016

HAUL cz.II - Golden Rose, Perfecta, BeBeauty

Hej :) Dzisiaj przyszedł czas na drugą cześć haulu zakupowego. Jeżeli nie widzieliście jeszcze pierwszej części, to zapraszam Was TUTAJ. Zaczynamy!

1. Orzeźwiająca woda micelarna. Ma za zadanie oczyszczać twarz, oczy i usta. Zaciekawił mnie ten produkt już dawno, dlatego jak zobaczyłam, że jest na promocji - musiałam go mieć! Ma całkiem przyjemny, owocowy zapach. Co do oczyszczania - nie mogę się jeszcze wypowiedzieć, bo za krótko go testuję. Kosztował na promocji w Rossmannie około 7zł, natomiast jego regularna cena to około 9 zł, o ile się nie mylę. 


2. Kojąca sól do kąpieli Cherry Blossom z BeBeauty - kupiłam ją w Biedronce za jakieś 4 zł. Niestety, jak dla mnie, nie pachnie wiśnią, ani niczym podobnym :( Jest to jakiś dziwny, słodkawy zapach. Trudno nawet powiedzieć, czy ładny. Nie mniej - bardzo fajnie mi się sprawdza. Bardzo dobrze się rozpuszcza w wodzie, tworzy lekką pianę i woda po niej jest lekko różowa.



3. Krem redukujący podrażnienia z Ziaji Med. Byłam ciekawa tego produktu, dlatego się na niego skusiłam. Jak na razie nie mogę nic konkretnego o nim powiedzieć. Kupiłam go w SuperPharm za jakieś 12-13 zł.


4. Żel aloesowy Aloe Vera z Altermedica Labolatories - kupiłam go w aptece za jakieś 12 zł. Jest bezzapachowy i w zetknięciu z wodą - sam robi się wodą. Całkiem dobrze mi się sprawdza, nie podrażnia skóry. 


5. Lakier do paznokci z serii WOW! z Golden Rose - jestto miniaturowa wersja lakieru, skusiłam się na niego ze względu na kolor - jest to piękny pudrowy róż, nudziak. Uwielbiam takie kolory na paznokciach. Parę razy już go miałam na paznokciach i ślicznie się prezentował! Kupiłam na stoisku GR za jakieś 5 zł.


6. Gąbki do makijażu z For Your Beauty - bardzo je lubię, dobrze mi się sprawdzają i co jakiś czas sprawiam sobie nowe opakowanie. Kupiłam na promocji za jakieś 6 zł w Rossmannie, natomiast w normalnej cenie kosztują chyba koło 9 zł.


I to koniec! Co Wam się najbardziej spodobało? Ja chyba najbardziej się cieszę z żelu aloesowego i wody micelarnej. Buziaki :*



14 paź 2016

Świeczka zapachowa zmieniająca kolory Air Wick

Hej :) Dzisiaj post o moim ostatnim nabytku. Nie jest to żadna kosmetyczna ani pielęgnacyjna rzecz, lecz jest ona przeznaczona do użytku domowego. Chodzi o zapachową świeczkę. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że jest to zwykła zapachowa świeczka, ponieważ tak nie jest. Ta, którą zaraz zobaczycie na zdjęciach jest wyjątkowa przez to, że zmienia kolory wosku podczas jej palenia. 




Świeczka ma zapach figi i jeżyny, więc można pomyśleć, że typowo owocowy. Ale nie jest on tak oczywisty. Jest on przyjemny, dość słodki, ale nie duszący, bardzo lekki i delikatny. Zapach utrzymuje się jeszcze dość długo po zgaszeniu świeczki. Bardzo go polubiłam.




Zdziwiło mnie w tej świeczce to, że zaraz po jej odpaleniu wosk od razu zmienia kolor. Myślałam, że trzeba będzie na to trochę poczekać. Wygląda to trochę tak, jakby miała wbudowany czujnik zaraz koło knota, który po zetknięciu z ogniem  zapala nam świeczkę i dzięki temu mieni się ona różnymi kolorami. Super sprawa!



Kupiłam ją w Rossmannie i zapłaciłam za nią około 17 zł. Uważam, że jest to całkiem rozsądna cena. Czasami można ją również dorwać przecenioną.



Niestety nie ma na opakowaniu informacji na ile mniej więcej powinna nam ona starczyć. Ja jednak nie zapalam jej codziennie, raczej na jakieś bardziej wyjątkowe okazje, albo po prostu jak mam na to ochotę. 



Aby lepiej oddać sam efekt przejścia kolorów i zobaczyć w ogóle jakie to kolory - przygotowałam dla Was małego gifa. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.


I jak Wam się podoba? Fajny gadżet do domu? Mnie ona bardzo przypadła do gustu i pewnie kupię ją ponownie. Buziaki :*

10 paź 2016

Porównanie olejków pod prysznic - Isana i Nivea

Hej :) Z racji, że w końcu przekonałam się do olejków, dzisiaj będzie post o takiej tematyce. A konkretnie - porównanie dwóch olejków pod prysznic: Isana i Nivea. Zaczynamy!




1. Olejek pod prysznic z Isany z pantenolem i witaminą E. Przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej. Zawiera olejki z soi i słonecznika. Może nam zastąpić albo żel pod prysznic, albo balsam/krem do ciała, który nakładamy po wyjściu spod prysznica bądź z wanny. Można go kupić w Rossmannie za około 7zł (na promocji około 6zł), a jego pojemność to 200 ml. Jest to produkt przebadany dermatologicznie. 

Moja opinia: olejek w zetknięciu z wodą przemienia się w białe mazidło, które dość łatwo się rozprowadza na naszej skórze. Zapach ma bardzo łagodny, przyjemny, delikatny i lekki. Nie utrzymuje się on długo. Nie wystąpiła u mnie również żadna reakcja alergiczna po jego zastosowaniu. Jeżeli chodzi o nawilżenie: bardzo średnie. Owszem, skóra jest nawilżona. ale nie tak, jak np. po balsamie. Nie mniej bardzo się z nim polubiłam. Warto go kupić i wypróbować :)


2. Olejek pod prysznic z Nivea. Zawiera 55% naturalnych olejków. Jest przeznaczony do skóry suchej. Również może zastąpić nam żel pod prysznic lub balsam do ciała. Jego pojemność to także 200 ml, a kupić go można np. w Kauflandzie za około 16 zł.

Moja opinia: olejek ma bardzo łagodny zapach, w którym można wyczuć nutę zapachową typowego kremu Nivea, jednak nie utrzymuje się ten zapach długo na skórze. Również przemienia się w białe mazidło i łatwo się rozprowadza na skórze. Nie miałam po nim żadnej alergii, zaczerwienień itp. Poziom nawilżenia jest jak dla mnie taki sam, jak poprzednika. 


I tu powstaje pytanie: czy warto przepłacać, aby uzyskać ten sam efekt, co tanim zamiennikiem? Według mnie nie. Warto zaznaczyć, że oba mają tą samą pojemność. Oba balsamy bardzo przypadły mi do gustu, mimo, że nawilżają średnio. 



Jeżeli zastanawiacie się który wybrać, to proponowałabym wybrać Isanę, bo za cenę 1 olejku z Nivea możecie kupić 2 olejki z Isany i jeszcze zostanie Wam reszta :) Także moją opinię znacie. A wybór należy do Was. Buziaki :*


6 paź 2016

Recenzja nutrikosmetyku HAIRVITY

Hej :) Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją nutrikosmetyku Hairvity (Halier), o którym pisałam tutaj. Jeżeli nie widzieliście tego wprowadzającego do tematu posta, to serdecznie Was zapraszam. 

Ponad miesiąc temu dostałam do przetestowania właśnie od firmy Hairvity ich kultowe kapsułki na włosy. Cała moja kuracja trwała miesiąc. Zażywałam po 2 tabletki dziennie, więc było ich 60. Kapsułki są niebieskie, podłużne, średniej wielkości. Nikt nie powinien mieć problemów z ich połknięciem. Zalecane jest, aby zażywać je po posiłku. Przyznam szczerze, że na początku zapominałam o tym i nie brałam ich zaraz po posiłku, ale jak sobie o nich przypomniałam. Potem weszło mi to już w nawyk i nie miałam z tym problemu. Sam wygląd tabletek bardzo mi się spodobał - są niebieskie z wytłoczoną na nich literką H z logo firmy. Tabletki mają typowo ziołowy zapach, lecz nie jest on mocny. Nie wyczułam, żeby miały jakiś smak, być może mają, jak się je rozgryzie. Ja tego jednak nie robiłam, bo połykałam je w całości. Samo opakowanie na kapsułki jest według mnie bardzo schludne i wystarczające, żeby pomieścić 60 kapsułek w środku. Jeżeli jesteście ciekawi, jaki skład mają te tabletki, to zapraszam na stronę Hairvity.

Przejdźmy teraz do samego działania, bo pewnie to Was najbardziej interesuje. Pierwsze co zauważyłam, to to, że moje włosy zaczęły szybciej rosnąć. Znacznie wydłużyły się moje 'baby hair' koło czoła i szyi. Pojawiło się też kilka nowych malutkich włosków. Nie mierzyłam włosów przed i po kuracji, ale sądzę, że jest to pewnie różnica około 2-3 cm w długości. Jak na moje włoski to całkiem sporo. Jednak nie zależało mi najbardziej na ich wzroście. Bardziej zwracałam uwagę na kondycję. I tutaj się również nie zawiodłam - włosy po około 2 tygodniach stały się gęstsze (wizualnie i w dotyku). Z czego ogromnie się ucieszyłam, bo odkąd pamiętam miałam słabe, rzadkie włosy. Następnie zauważyłam, że są one bardziej lśniące i lepiej się układają. Natomiast nie stały się one mocniejsze, wypadało mi ich tyle, co zwykłe, ani mniej, ani więcej. Widać natomiast, że są wzmocnione, troszkę odbudowane i bardziej zdrowe. Nie zauważyłam jednak jakiejś wielkiej zmiany w wyglądzie samych końcówek. Są dalej rozdwojone, ale lepiej się układają i w końcu nie wywija mi się każdy kosmyk w inną stronę. 

Czas na minusy, bo i takie znalazłam. W zasadzie jedynym i dość ważnym minusem ode mnie jest to, że parę dni po rozpoczęcia kuracji zaczęły mi pojawiać się coraz to nowe wypryski na twarzy. Nie powiem, że nie mam problemu z wypryskami i trądzikiem, ale zazwyczaj pojawiały się one u mnie umiarkowanie. Tak, że mogłam to przeżyć i jakoś je zatuszować. Dość szybko się goiły z natury. Wyskakiwały tylko na nosie i brodzie. Jednak w ciągu całej tej kuracji nie zauważyłam ani chwili odstępu od wyprysków, pojawiały mi się one dość często w porównaniu z tym, co było wcześniej. Nie goiły się też tak szybko, jak kiedyś. Zaczęły też wyskakiwać w dość dziwnym dla mnie miejscu - na policzkach. Nie możliwe jest to, żeby po czymś innym zaczęły mi wyskakiwać krostki, bo nic nie zmieniłam w swojej diecie, na zażywałam też - oprócz tych tabletek - żadnych innych. Wniosek więc nasunął mi się sam. Tym bardziej, że tuż po zakończeniu kuracji ten problem zniknął, jak ręką odjął. Byłam w szoku, bo do ostatniego dnia nie byłam w stu procentach pewna, że mnie po nich wysypuje. Znalazłam przyczynę i bardzo się z tego cieszę. Warto dodać, że oprócz pojawiających się wyprysków, nie zauważyłam żadnych innych minusów.

Co do polepszenia kondycji paznokci, czy skóry - nie zauważyłam różnicy. Oprócz oczywiście nieprzyjaciół na twarzy. Paznokcie nadal mi się rozdwajają, tak jak wcześniej. Nic się nie zmieniło.

Podczas trwania całej kuracji nie zmieniłam też nic w swojej pielęgnacji włosów. Szampon cały czas ten sam, czasami maska lub odżywka do włosów. Nic poza tym.

Podsumowując: warto? Jak dla mnie tak. Nawet mimo tego incydentu z niedoskonałościami, bo moje włosy naprawdę stały się gładsze, gęstsze, bardziej miękkie i lśniące. Przestały się puszyć i elektryzować. Jestem zachwycona ich wyglądem. Co do samych wyprysków - być może ja nie mogę przyjmować któregoś ze składników zawartych w kapsułkach, lub jest to dla mnie po prostu za duża dawka witamin na raz. Może mój organizm jest na te składniki za wrażliwy. Tak przypuszczam. Nie mniej cieszę się, że mogłam przetestować ten nutrikosmetyk i wyrazić swoją opinię na jego temat. Jeżeli nie jesteście np. uczuleni na którykolwiek ze składników i zastanawiacie się czy kupić, to mogę Wam polecić. 

Tutaj dołączam jeszcze zdjęcia z przed i po kuracji. Może nie widać jakiejś kolosalnej różnicy na pierwszy rzut oka, ale uwierzcie mi, że zmiana jest ogromna. Końcówki wydają się być bardziej scalone, odżywione i mniej zniszczone. Włosy mogą wyglądać na 'skołtunione', ale tak nie jest. Oba zdjęcia zostały zrobione tuż po moim umyciu i wysuszeniu włosów, może stąd ten efekt. Szkoda, że reszty zalet za bardzo nie widać. Będziecie musieli mi uwierzyć na słowo :)

Przed:


Po:





Zapraszam bardzo serdecznie na stronę HAIRVITY. Znajdziecie tam jeszcze więcej informacji na temat tego produktu. Buziaki :*

P.S. Tak, ten post już się pojawił na moim blogu na chwilkę - przez przypadek (złe kliknięcie i bach). Często piszę posty z wyprzedzeniem i ten był jednym z nich. Musiałam go opublikować ponownie, ponieważ nie był wtedy jeszcze w całości gotowy. Musiałam go dopełnić m.in. zdjęciami i moimi odczuciami. Przepraszam Was za zamieszanie. Teraz post jest już w całości taki, jaki miał być :)


2 paź 2016

Powrót do rzeczywistości, czyli III rok studiów na start!

Hej :) Jutro oficjalnie rozpoczynam III rok moich studiów. I dalej nie mogę w to uwierzyć. Dopiero co się przeprowadziłam do Krakowa, dopiero zaczynałam poznawać to miasto i byłam na I roku... a tu już III. Bardzo szybko mi ten czas zleciał. Ale cieszę się, że już ostatni rok. 


Zobaczymy jak będzie, ale postaram się dawać z siebie jak najwięcej! W końcu chce skończyć te studia, najlepiej z licencjatem :) Temat pracy już mam. Oczywiście jest związany z blogami urodowymi, co jeszcze bardziej mnie cieszy, bo będę pisała o czymś, co mnie interesuje. Wszystko się okaże, ale już jestem pełna pozytywnych myśli. Wszystkim studentom życzę miłego powrotu na uczelnię! Buziaki :*